Prostota
Niedawno miałem okazję rozmawiać, po dłuższej przerwie, z człowiekiem, od którego nauczyłem się w MLM najwięcej.
Widocznie przerwa w rozmowach była zbyt długa, bo nieopatrznie zapytałem go, jakie nowe książki na temat naszego biznesu mógłby mi polecić. Spojrzał na mnie przeciągłym spojrzeniem, w którym odczytałem niemy wyrzut i powiedział:
„Czyżbyś zapomniał, że tytuł mojej ulubionej książki brzmi: «Move your ass!»”
Dla nie znających angielskiego – tłumaczenie w najdelikatniejszej formie: „Rusz swoje cztery litery”.
Najpierw się obruszyłem, ale potem przypomniałem sobie o zdumiewającej skuteczności i szybkości, z jaką buduje on swój biznes i postanowiłem pomyśleć o tym nieco dłużej.
Bo rzeczywiście, kiedy jesteśmy w fazie rozpędu, tego mitycznego momentum, o którym każdy z nas – networkowców marzy, wtedy nie potrzebujemy żadnych szkoleń, książek ani wyrafinowanych metod działania. Z rozwianym włosem (przynajmniej Ci, którzy jeszcze ciągle są nim obdarzeni) i płonącymi oczyma sponsorujemy każdego napotkanego człowieka. Co więcej dokładnie to samo robią nasi ludzie, firma kwitnie, obroty się zwiększają, konta puchną i wbrew oczywistej oczywistości wierzymy, że tym razem to już tak będzie zawsze.
Wtedy na ogół ktoś wpada na pomysł, że właściwie to może być jeszcze lepiej, pojawiają się zewnętrzni doradcy, nowe systemy szkoleń, zalecane lektury i … momentum diabli biorą. A czasami po prostu entuzjazm sam się wypala i dopiero wtedy na ratunek przybywają wszyscy święci teoretycy, dzięki którym rozpęd ma powrócić. Firmę ogarnia duch szkoleń i samokształcenia, a wszyscy naprawdę wierzą, że wzrost wiedzy będzie panaceum na wszelkie problemy. Na nieszczęście firma ma wtedy na ogół wystarczająco dużo pieniędzy, zarobionych w poprzednim okresie, aby cały ten cyrk opłacać, ale rezultat i tak jest opłakany. Chwała tym, którzy spojrzą na sytuację trzeźwym okiem i przerwą kosztowny spektakl.
Niestety z nieznanych powodów wiedza nie przeradza się w entuzjazm, a wręcz przeciwnie nadmiar wiedzy może entuzjazm zabić.
Czy zatem nie warto się kształcić, czytać książek i generalnie rzecz biorąc rozwijać się?
Oczywiście, że warto, ale trzeba pamiętać, że rozwój osobisty nie może zastąpić działania. To nie może być zamiast, tylko obok! I to nie jako cel sam w sobie, ale jako pomoc w realizacji głównego zadania.
A naszym celem w MLM jest zarabianie pieniędzy i wszystkie głodne kawałki typu: „pracuję już pięć lat i wprawdzie prawie nic nie zarabiam, ale za to niewiarygodnie dużo się nauczyłem” rozbawiają mnie do łez. A tak naprawdę to zdrowo mnie denerwują, bo są rozpaczliwą próbą ukrycia własnego braku sukcesu.
Tym, co się naprawdę liczy w naszej działalności są Aktywności Przynoszące Dochód, czyli umawianie spotkań i przeprowadzanie prezentacji. Wszystko inne, to tylko ozdobniki.
Aby zdać sobie samemu sprawę z własnej skuteczności w zarządzaniu czasem wykonajcie prosty test: zaznaczcie kolorowym markerem w swoim kalendarzu wszystkie Aktywności Przynoszące Dochód. Ja kiedyś przeszedłem taki test i byłem przerażony jego wynikiem – okazało się, że zasada Pareto działa również na tym polu.
Rzeczywiście pracowałem tylko przez 20% czasu teoretycznie przeznaczonego na pracę.
W ciągu pozostałych 80% czasu pracy po prostu symulowałem działanie. Niekończące się konsultacje, nieudane próby reanimacji ludzi, którzy mentalnie byli już od wieków poza naszym biznesem i tego typu pseudo-aktywności pożerały mój czas i energię. Popatrzcie w swoje kalendarze i obliczcie swoją proporcję.
Dlaczego zatem kilka akapitów wyżej napisałem, że warto czytać książki?
Otóż dlatego, że MLM, choć jest biznesem prostym, to niestety nie jest łatwy. Nie urodziliśmy się z Stanach i w szkole nikt nie nauczył nas precyzyjnego wyznaczania celów, nie ćwiczył z nami wystąpień publicznych ani nie zgłębiał tajników skutecznej autoprezentacji. Musimy nauczyć się tego sami, a część tej wiedzy zawarta jest w książkach.
Kluczowy w naszej działalności jest poziom własnej motywacji.
Tu książki i płyty CD są narzędziem genialnym. Warto każdy poranek zaczynać od jakiegoś działania, które podnosi nasz poziom samo-motywacji, tak, abyśmy wchodzili w nowy dzień z uniesionym czołem i miną zwycięscy. Stwórzmy sobie poranny rytuał, dzięki któremu będziemy tryskać energią. Może to być spacer, bieg, medytacja czy też właśnie lektura książek motywacyjnych lub słuchanie płyt.
Ale to nie teoretyczna wiedza, a nabyte dzięki codziennemu działaniu umiejętności decydują o naszej pewności siebie i skuteczności. Dlatego jako źródło inspiracji i motywacji książki są wspaniałe, ale jako podręczniki działania w MLM nie sprawdzają się.
O wiele ważniejsza jest wiedza przekazywana w ramach linii sponsorowania, rzeczywiście sprawdzona „w boju” i najbardziej skuteczna w danym czasie i miejscu.
Bo jak pisałem w poprzednim wpisie – MLM to biznes prosty – wystarczy: korzystać z produktów, przekonać się do nich, polecać je swoim znajomym i zarabiać na tym.
Niektórzy wstydzą się tej prostoty, starają się dorobić do niej ideologię i wtedy błądzą. A prostota jest piękna, bo jak napisał Albert Einstein:
„Jeśli dwa modele matematyczne równie dobrze opisują dane zjawisko, to ze względu na elegancję, wybierz ten prostszy!”
1:09 on Grudzień 5th, 2010
Nareszcie .Cała prawda.I żyli długo i szczęśliwie.Pozdrawiam
8:48 on Sierpień 12th, 2011
Genialny artykuł, zgadzam się w 100% że prostota jest najważniejsza. Po co na siłe kombinować gdy proste czynności często powtarzane są najskuteczniejsze. Najważniejsze to tak jak powiedział Pana mentor wziąść się do pracy i zacząć działać, postawić pierwszy krok.
MLM sukces przychodzi z czasem jednak przy pełnym zaangażowaniu zawsze.
Pozdrawiam