Przeszłość
Zawsze zastanawiało mnie, jak to się dzieje, że jedni są szczęśliwi i osiągają sukces za sukcesem, a inni, mimo, że nie mniej zdolni i pracowici, a czasami może nawet bardziej zdolni i pracowici, nie mogą się wybić. Chodzą smutni i zniechęceni, co raz popadając we frustrację.
Już widzę Wasze miny – no, to Brykczyński ma nam zamiar zaserwować jakieś, amerykańskie w stylu, panaceum i jedynie słuszną drogę do sukcesu!!!
Nie, Kochani, nic z tych rzeczy. Każdy musi znaleźć swoją własną drogę, a ja co najwyżej mogę podzielić się z Wami moimi przemyśleniami, w jaki sposób uniknąć strzelania sobie we własne kolano.
Otóż spróbujcie zaobserwować o czym na co dzień myślicie. Niektórzy będą, acz z pewnym zażenowaniem uważać, że tak naprawdę wcale nie myślą, ale niestety nie jest to na ogół prawda.
Z mojego doświadczenia wiem, że nie myśleć udaje mi się czasami przez jakieś niemal nieskończenie krótkie momenty i jest to okupione sporym wysiłkiem. Oczywiście pomijam te błogosławione chwile, kiedy to w skutek nadużycia różnych płynów odpływam w stan poza świadomością, ale nie o takie nie-myślenie mi dzisiaj chodzi.
Jestem gotów postawić tezę i bronić jej do upadłego, że myślimy niemal cały czas. A to, że na ogół nie jesteśmy świadomi toczonego przez nas samych, niejako w tle, wewnętrznego dialogu, nie zmienia postaci rzeczy.
Oczywiście wszyscy wiemy, że należy myśleć pozytywnie, bo przeczytaliśmy to w setkach książek. Niestety nie jest to takie proste.
Nie wiem, jak Wy, ale ja nie mam nastawienia anioła i jeśli ktoś naprawdę nadepnął mi w przeszłości na odcisk to trudno mi z pełnym zaangażowaniem życzyć mu bezustannie samych sukcesów w życiu. Choć wiem, że powinienem.
Wiem też, że powinienem przebaczyć wszystko wszystkim, ze sobą na czele, bo to też wiele razy usłyszałem i przeczytałem. I cóż z tego, że wiem, skoro nie umiem. I biczuję się za moje błędy i rozmyślam „co byłoby, gdyby”, a im trudniejszy moment w życiu tym rozmyślanie w tym stylu zdarza mi się częściej.
Wpadłem zatem na pomysł zarówno prosty, jak i radykalny: staram się o przeszłości nie myśleć wcale! Jak tylko pojawia się myśl jej dotycząca, to klikam na umysłowy przycisk „Delete” i zastępuje ją myślą o teraźniejszości lub planowaniem przyszłości.
Już słyszę ten chór głosów: „cóż za bezrefleksyjny sposób życia, a co z nauką płynącą z doświadczenia, itd., itp.”.
Otóż macie racje, ale pod jednym warunkiem – jeśli umiecie oddzielić emocje zawarte w przeszłych zdarzeniach od samych zdarzeń, to warto poddać je krytycznej analizie i czerpać naukę z doświadczenia.
Ale z setek rozmów z różnymi ludźmi wynika dla mnie jasno, że większość populacji tego zrobić nie umie. I nurza się w przeszłych krzywdach, błędach i cierpieniach.
A więc, jeśli nie umiemy patrzeć na swoje życie beznamiętnym spojrzeniem profesjonalnego historyka to najlepiej o przeszłości, szczególnie własnej, zapomnijmy. Bo jej już po prostu nie ma, a w to czego nie ma i już nigdy nie wróci, nie warto inwestować naszej energii.
Znam tak wielu wspaniałych ludzi, którzy kiedyś osiągnęli wielkie sukcesy, a potem ktoś ich oszukał, skrzywdził lub upokorzył. Dzisiaj, zamiast wykorzystywać swój potencjał, ciągle wracają myślą do chwil swojej świetności i rozpamiętują realne lub wyimaginowane krzywdy. Obsesyjnie, niemal w każdej rozmowie pojawiają się te same stare wątki.
A rezultat jest zawsze taki sam: żyją przeszłością, więc w ich teraźniejszości już nic nowego się nie wydarza. I tracą czas, marnują swój potencjał, marnują życie.
Zajmijmy się tym, co mamy do zrobienia teraz, tym, co jest przed naszym nosem, a z przeszłości pamiętajmy tylko i wyłącznie to, co daje nam radość i siłę!
A tak, a propos historii, a raczej nawet Historii, to żadna wiadomość tak mnie ostatnio nie ucieszyła, jak ta, że Profesor Henryk Samsonowicz został Kawalerem Orderu Orła Białego. Ale Pan Profesor zajmuje się Średniowieczem, a to z punktu widzenia doświadczeń naszego życia epoka całkiem neutralna …
11:16 on Październik 25th, 2010
Janku świetnie mówisz. Wiele osób które spotykamy na swojej drodze, żyje przeszłością i opinią. To tak jak by chodzili tyłem lub też patrzyli maksymalnie metr przed siebie. Oni nigdy nie wiedzą co ich czeka, na wszystko narzekają. Jeżeli nie przyjmują rady innych, tych patrzących, tych widzących i czujących przyszłość, sukcesy, cele i marzenia to myślę, że nie ma sensu marnować swojego czasu na stały kontakt z takimi osobami. Już nie mówię o tym, że powoli sami będziemy przez nich ściągani w dół. Po co to komu?
9:08 on Październik 26th, 2010
Janku, zdecydowanie podzielam Twój wywód. Wielu ludzi zamiast wstać, otrzepać się, wyciągnąć parę wniosków, po potknięciu się o ‘konar’ i z uśmiechem na twarzy iść dalej przez życie, bogatsi o nowe doświadczenie, wolą przez kolejne dni swojej przyszłości rozpaczać nad swoim nieszczęśliwym losem – bo się raz potknęli…
10:38 on Październik 26th, 2010
Jan
.
fajnie ujęty temat
Ze swojej perspektywy mogę dodać, że kluczem jest właśnie uwolnienie stęchłych emocji co tak naprawdę oddziela je od samych faktów. Pojawia się akceptacja a my stajemy się wolni. Najszybsze znane mi metody, które zajmują SKUTECZNIE parę minut to praca z oddechem i naszymi wewnętrznymi energiami. Napiszę o tym wkrótce na swoim blogu jak ja to robię. Tak naprawdę samo uświadomienie sobie PRAWDY uwalnia w nas ograniczające emocje – pryskają jak bańki mydlane. I stajemy się czyści i wolni… W biznesie jakim uprawiamy przenosi to nas na nowe poziomy skuteczności i zarabiania.
14:57 on Październik 26th, 2010
Amen. Święte słowa. Już nawet w Nowym Testamencie Jezus mówił do swoich uczniów: “Kto przykłada rękę do pługa a wstecz się ogląda, nie jest Mnie godzien”. Jeśli idzie o kontrolę oddechu to praktykuje ją razem z medytacją od dłuższego czasu i rzeczywiście bardzo pomaga w wyczyszczeniu podświadomości z przeszłych emocji związanych z wydarzeniami, które dawno minęły. Koncentruję się więc na świadomości odczuwania chwili obecnej razem z jej całym bogactwem. Dzięki temu mój umysł jest wolny od troski o przyszłość i nadaje na właściwych falach, przyciągających to, co w życiu najciekawsze.
16:53 on Październik 26th, 2010
Temat ujęty w tak płytki sposób jest banalny i nudny. Panie Janie, z całym szacunkiem, stać Pana na więcej, wiem na pewno. Miło jest pisać i pewnie czytać o intelektualnym podejściu do przeszłości, oddzielaniu emocji itp. W praktyce okazuje się, że w większości przypadków realizujemy podświadome scenariusze, na które programowaliśmy się od najwcześniejszego dzieciństwa. Są to scenariusze pisane właśnie na poziomie emocji. Można nie wiem jak bardzo intelektualnie podejść do faktów z przeszłości, a jak dopadnie nas teraźniejszość, podejmiemy taką decyzję, która doprowadzi nas do tego samego endu, czy happy, czy nie, to już inna kwestia. Myślę, że jeżeli nie zrozumiemy nas samych, naszej przeszłości również od strony emocjonalnej, nie będziemy potrafili zmienić niczego w życiu, bo te same emocje będą nadal kazały nam podejmować decyzje prowadzące w to samo miejsce. Może dlatego bywa często tak, że na własnych błędach mimo wszystko niczego się nie uczymy? P.S. Ja również medytuję, ćwiczę jogę, jestem wegetarianką, sporo czytam i parę innych rzeczy.
10:59 on Październik 27th, 2010
Panie Tomaszu
” Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego” (Łk 9,61-62).” – właściwy zapis.
Ja to stwierdzenie rozumiem, że Chrystus ma prawo do każdego człowieka, nie składa nam propozycji lecz wymaga bezwzględnego posłuszeństwa.
Proszę więć wybaczyć ale nie widzę odniesienia.
Wracając do tego o czym pisał Pan Jan oczywistym jest to, iż nie należy rwać włosów z głowy bo utraciliśmy coś wartościowego czy też rozpamiętywać chwil świetności.
Co do wybaczenia, przebaczenia czy czegoś tam – człowiek jest tak stworzony, że trudno mu być ” wybaczycielem ” i nie ma się czego wstydzić.
Przechodząc jednak do tytułu tego wpisu to myślę, że nasza przeszłość ma istotny wpływ na naszą przyszłość. Nie jest oczywiście decydującym czynnikiem ale powinien być punktem odniesienia do korekty naszych poczynań. Nie tylko w biznesie ale w całym życiu. Odcinanie się od niej nie jest chyba tak do końca właściwe nawet jeżeli wyzwala w Nas skrajne emocje. Właściwym wydaje się nauczyć panować na tymi emocjami i odpowiednio je kierować.
18:31 on Październik 29th, 2010
Rzeczywiście świetne spojrzenie na przeszłość. Ona tak naprawdę nie istnieje. Jest tylko zapis komputerowy w naszej pamięci. Od czasu do czasu próbuje się dany program ujawnić i wówczas boli. Najlepiej go usunąć ( wymazać z biologicznego dysku), zamiast spychania go do nieświadomości. Taką metodę przyjęłam i kasuję wszystkie pojawiające się programy z przeszłości. Nazywa się to pojednaniem przeciwieństw lub Sądem Ostatecznym nad przeszłością.