Facebook Goldenline Blip RSS

Dlaczego boimy się sukcesu – zaproszenie do dyskusji

Uważam, że podstawowy problem z sukcesem w Polsce polega na tym, że nie wykształciliśmy własnego modelu człowieka sukcesu. Dla większości myślących i wykształconych ludzi model amerykański – „I’m the best” (Jestem najlepszy!) jest nie do przyjęcia, bo postrzegamy go jako prymitywizm.

Wszyscy pamiętamy co się stało, kiedy Amway w latach dziewięćdziesiątych próbował w sposób bezpośredni przeszczepić wzorce amerykańskie na polski grunt. Dla większości społeczeństwa takie zachowania były zupełnie sztuczne i dlatego zmasowany atak prasy na tę firmę spotkał się z gorącym przyjęciem i okazał się tak skuteczny. Jestem przekonany, że to właśnie dlatego Amway musiał zejść do medialnego podziemia i mimo armii dystrybutorów i rosnących obrotów, jak ognia unika rozgłosu.

Kiedy usłyszałem na seminarium Edwarda Ludbrooka, którego zresztą bardzo cenię, że na powitalne pytanie: „Jak się czujesz?”, powinniśmy odpowiadać z promiennym uśmiechem: „Fantastycznie!” zapału, aby to robić, wystarczyło mi na trzy dni. Co więcej na tym warsztacie było ponad 30 osób, z którymi mam stały kontakt i jakoś nie zauważyłem, aby ten sposób ten sposób witania się wszedł im w krew…

Co jest takiego w nas, co powoduje, że boimy się okazywać zadowolenie z siebie i swojego życia, a już na pewno boimy się okazywać to otwarcie i z pełnym entuzjazmem?

Czy to dlatego, że jesteśmy w pułapce pomiędzy pragnieniem sukcesu, a brakiem społecznej akceptacji dla niego?

Sam tego doświadczyłem siedząc kiedyś przy stole w domu mojej koleżanki, kiedy to jej ciężko całe życie pracujący ojciec, po paru kieliszkach ryknął, że każdy kto zarabia miesięcznie ponad 10.000 złotych to złodziej! I przyznam, że nie wstałem, nie trzasnąłem talerzem ani drzwiami tylko spokojnie dokończyłem drugie danie, a i deserem nie wzgardziłem…

A przecież tęsknimy za sukcesem – czytamy amerykańskie książki motywacyjne, w których stosunek treści do wody jest jak jeden do dziesięciu, zachwycamy się wspaniałym autorem, któremu jeden – rzeczywiście świetny sposób podziału ludzi pod względem sposobu zarabiania pieniędzy – udało się rozdąć do chyba już 6 czy 7 książek. Wreszcie kopiujemy w tysiącach pirackich kopii film „Sekret” i mało on nam daje, bo niestety nie potrafimy uwierzyć, że za tydzień na naszym koncie nieuchronnie, choć nie wiadomo skąd, pojawi się okrągłe 25.000 dolarów. A może jeślibyśmy naprawdę uwierzyli to by się udało???

Minęły już czasy „Dynastii” w wersji USA, ale nie doczekaliśmy się „Dynastii” w wersji RP. Zamiast doceniać ludzi, którzy osiągnęli w Polsce sukces wolimy oglądać „Kiepskich” i śmiać się z nich . Kiedy pojawia się kolejna Lista 100 Najbogatszych rokrocznie publikowana na łamach „Wprost”, za każdym razem słyszę od kogoś podobne złośliwe stwierdzenie: „No to zobaczymy ilu z nich zostanie za rok na wolności!”

Spróbujmy pomyśleć razem, co z tym można zrobić, jak zmienić nasze spojrzenie na sukces i jego sekret. Przecież my – networkowcy jesteśmy awangardą, ludźmi, którzy nie boją się wyzwań, którzy z pełną premedytacją i świadomością odrzucili życie bezpieczne, wybierając dążenie do życia wspaniałego.

A jednak szczególnie w naszej branży większość ludzi, która odniosła sukces nie pasuje do modelu człowieka sukcesu, który byłby dla nas przekonujący. Bo czy można poważnie traktować, jako człowieka sukcesu kogoś, kto dzwoni do Ciebie 10 razy z rzędu po to, aby Cię zasponsorować? Kto narzuca się, zamiast dać Ci tę jedyną w życiu szansę? A tak na marginesie, którą z kolei „jedyną szansą” jest ta, którą proponuje dzisiaj…?

Nie wiem, jak Tobie, ale mnie sukces kojarzy się z człowiekiem NIEDBALE opartym o reling własnego jachtu, spoglądającym spokojnie w dal. Ten spokój wewnętrzny, to poczucie harmonii w życiu i przekonanie, że jest dokładnie tak, jak być powinno, że już nie muszę niczego poprawiać, to mój synonim sukcesu.

I jestem pewien, że taki ktoś zadzwoniłby do mnie, jeśli bogowie byliby naprawdę łaskawi, najwyżej jeden raz!




7 komentarzy

  1. Daniel Woźniak
    18:55 on Styczeń 11th, 2010

    Witam.
    Kapitalna końcówka z ilością telefonów:)
    Musze wprowadzić upgrade bo sam stosuje 3:)

    Pozdrawiam czekam na kolejne fajne teksty

  2. Marcin Maciąg
    2:01 on Styczeń 12th, 2010

    Zgadzam się – świetna końcówka. Moim zdaniem sukces mamy w sobie. Wystarczy sięgnąć do własnego wnętrza, wierz mi – nie tak strasznie głęboko, i wyciągnąć SWÓJ SUKCES, na światło dzienne. Zobaczysz wówczas jak rozleje się on na Twoje otoczenia. Nie będzie miało wówczas znaczenie o co będziesz oparty. Sukces będzie bił z Twoich oczy, będzie obecny w Twoim półuśmiechu, czy zwichrzonych włosach. I wiesz, Janku, jak będzie wówczas z telefonami – to nie Ty będziesz dzwonił, to do Ciebie będą dzwonić. Twój sukces ich przyciągnie. Bądź pewny. Pozdrawiam cieplutko!

  3. Błażej
    14:18 on Styczeń 12th, 2010

    Mi się przypomniał film http://www.youtube.com/watch?v=SPR2tdBBi3o&feature=related smutne mordy:)

  4. Anna Tomala
    22:12 on Styczeń 17th, 2010

    Sukces możemy odmieniać przez wiele mianowników, bo dla każdego będzie oznaczał coś innego:) Bardzo podoba mi się wpis Marcina Maciąga, któy mówi, że sukces jest w nas, to tak jak z miłością dopóki nie pokochamy samych siebie, to nie zbudujemy szczęśliwego związku.
    Wracając do pytania, moim zdaniem brak szacunku i podziwu dla ludzi sukcesu w naszym społeczeństwie wynika z naszych uwarunkowań kulturowych i wielu lat spędzonych w socjaliźmie. Po prostu musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać na zmiany świadomości, które przyjdą wraz ze zmianą pokoleniową. Jeśli przez wiele lat wmawiano nam, że najlepszy jest etat i miernota to jak teraz ludzie mogą podchodzić do mlm i innych alternatywnych form działalności.
    Ja jestem optymistką, bo mam kontakt z młodymi ludźmi i widzę ich zapał i wolę walki. Oczywiście przed nami długa droga, żeby zbudować pozytywyny wizerunek człowieka sukcesu.

  5. Mariusz Orzelski
    18:55 on Styczeń 19th, 2010

    Gratulacje za posta :) !
    Myślę, że wizerunek przedsiębiorcy/właściciela firmy się zmienia i dochodzi właśnie do przełomu dzięki właśnie temu, co robimy – dajemy się poznać i polubić.
    Też się zgadzam, że sukces i radość jest w nas. Niestety zazwyczaj dość głęboko pod kolejnymi warstwami stresów i osobistej historii. Natura by kiedyś na coś takiego nie pozwoliła tzn. dawno byśmy się naturalnie odstresowali, a w dzisiejszych czasach musimy znaleźć czas i metodę żeby uwolnić swoją własną wolę i głos serca w sprawie “Jak chcę żyć za 5 lat?” (wolność odzyskuje się zazwyczaj duuużo wcześniej w MLM, choć każdy ma swoją historię, tak jak swój biznes). I wszystko jest tak naturalnie… połączone… :)
    Życzę wszystkim klarownego, wyraziście brzmiącego głosu w sprawie – jak chcę życ!
    Pozdrawiam,
    Mariusz

  6. Violetta Nowak
    11:19 on Styczeń 22nd, 2010

    I ja słuchałam Edwarda Ludbrooka. Ale wcześniej na to wpadłam, żeby na powitalne pytanie: „Jak się czujesz?”, odpowiadać z promiennym uśmiechem: „Świetnie!”. Czasem nawet pozwalam sobie na mały żarcik, odpowiadając: “To zależy, gdzie ucho przyłożyć …. gdzie nie przyłożysz, tam dobrze” Reakcje niektórych potrafią mi kilkukrotnie poprawić, i tak dobry nastrój.
    Pewna koleżanka, która wiedziała o moich wcześniejszych problemach i była zaskoczona moim promiennym uśmiechem i dobrym samopoczuciem, odpowiedziała na ten żarcik tak: “No … ale dobrze wyglądasz!” Ja jej na to: “A jeszcze lepiej się czuję”. I tu sobie dałam już spokój z obawy o stan jej opadającej szczęki ;-) )

    Dlaczego mi było łatwiej zastosować się do rady Ludbrooka? Bo to moje “Świetnie” nie jest sztuczne. Uwolniłam swoją własną wolę i głos serca, jak pisze Mariusz powyżej. I autentycznie odczuwam tę radość, naprawdę czuję się świetnie.

  7. Mariusz S
    22:44 on Marzec 15th, 2010

    Niestety w głowach jeszcze wielu ludzi pojawia się określenie człowieka przedsiębiorczego jako “prywaciarza”.
    Dla wielu ludzi nie jest on kimś godnym naśladowania, bynajmniej nie człowiekiem sukcesu. To tylko kolejna osoba
    chcąca się wybić. Człowek zazwyczaj uczony był od dziecka pospolitego wzorca – dobrze się uczyć – znaleźć dobrą
    prace – ciężko pracować. Dlatego więc ów przedsiębiorca a zwłaszcza jeszcze taki, którego sposobem na życie jest
    MLM, postrzegany jest przez wielu etatowców jako “dziwoląg”.

Dodaj komentarz