Seminarium Briana Tracy
Wczoraj odbyło się wspaniałe seminarium Briana Tracy w Warszawie.
Osiem godzin fascynującego szkolenia zakończonego owacją na stojąco ponad 400 rozentuzjazmowanych ludzi, którzy otrzymali szansę na wprowadzenie poważnych zmian w swoim życiu.
Ale przed rozpoczęciem seminarium, my – mała grupka członków Klubu Top-Liderów miała zaszczyt i przyjemność uczestniczyć w prywatnym, zamkniętym spotkaniu z Brianem Tracy. Mogliśmy zadać wiele pytań dotyczących MLM i Mistrz okazał się prawdziwym ekspertem również w tej branży.
Spotkanie trwało około 40 minut, a dzięki uprzejmości Brian Tracy International oraz heroicznym staraniom Michała Świderskiego z Grupy MLM, otrzymałem zgodę, aby specjalnie dla Państwa umieścić na moim blogu 16 minutowy skrót z tego spotkania.
Bardzo przepraszam za tragiczną jakość nagrania, ale sądzę, że treść w nim zawarta jest tak istotna, iż sprawy techniczne nie grają w tym wypadku większej roli.
Zapraszam do wysłuchania zamieszczonego poniżej pliku mp3.
Jak napisałem eBooka
Od samego początku tego bloga, jednym z założeń było napisanie eBooka.
Okazało się to dużo trudniejsze niż przypuszczałem i zabrało mi wielokrotnie więcej czasu niż zakładałem.
Siadając nad pustą kartką czułem prawdziwą tremą. Co więcej czułem się nią zaskoczony i zniecierpliwiony, ale z drugiej strony wiedziałem, dlaczego się pojawiła.
Moją specjalnością jest słowo mówione – możesz postawić mnie przed dowolnie dużą grupą ludzi, kazać mi mówić i … będę mówił. Nie zawsze tak było i jeśli wystarczy Ci cierpliwości na przeczytanie mojego eBooka, to dowiesz się od czego zaczynałem i jak doszedłem do tego, co umiem teraz.
Ale z pisaniem jest inaczej. Czysta kartka papieru zawsze mnie paraliżowała, zawsze mówiłem sobie, że nie umiem niczego sensownego napisać, za to jestem świetnym poprawiaczem – redaktorem tekstu, który ktoś stworzył.
W ciągu ostatnich kilku lat udzieliłem wielu wywiadów i zawsze schemat był ten sam: najpierw luźna rozmowa nagrywana na dyktafon, potem dostawałem gotowy tekst wywiadu i jakiś nierealne termin, na przykład jeden dzień, na autoryzację.
To znaczy na autoryzację, czyli przeczytanie tekstu i napisanie, że akceptuję go w obecnej formie, zupełnie wystarczyłoby pół godziny. Ale ja nigdy nie mogłem zaakceptować tego, co dostałem, więc tak naprawdę zmieniałem w tekście wszystko – najpierw kolejność poszczególnych fragmentów, tak, aby osiągnąć logiczny ciąg myśli i wynikania, a potem często nawet poszczególne zdania.
Moim celem było zawsze dążenie do uzyskania przez tekst „mojego brzmienia”, chciałem, abym czytając go nie mógł „przyczepić się” do jakiegokolwiek sformułowania czy frazy.
Oczywiście nie jestem pisarzem ani krytykiem literackim, więc nie wiem, czy ostateczny rezultat zadowoliłby polonistę i prawdę mówiąc nic mnie to nie obchodziło. Mnie zależało na moim własnym, całkowicie subiektywnym poczuciu zadowolenia z końcowego rezultatu.
Teraz było zupełnie inaczej – nie miałem czego poprawiać, po prostu musiałem zacząć pisać!
I właśnie dlatego z planowanych trzech miesięcy zrobiło się sześć. Ale polecam każdemu z Was podjęcie tego wyzwania. To naprawdę wspaniała przygoda i wielka przyjemność, kiedy możesz spojrzeć na swoje życie, swoje wybory i decyzje z perspektywy dnia dzisiejszego. Ja sam, pisząc o własnym życiu, sporo się nauczyłem. Lepiej zrozumiałem motywy mojego postępowania, a przede wszystkim przyczyny popełnionych przeze mnie błędów.
Mam nadzieję, że Ty również znajdziesz w tym tekście coś dla siebie. Może jakiś wspólny fragment życiorysu, może podobne pytania, ale przede wszystkim życzę Ci, abyś nabrał przekonania, że żadna porażka nie jest ostateczna, a żaden sukces nie trwa wiecznie.
Żeby otrzymać mojego eBooka wystarczy przejść do zakładki DARMOWY EBOOK i podać swój adres email, na który automatycznie otrzymasz informacje skąd go pobrać.
Miłej lektury!
Skuteczność w marketingu
W środę 17 marca 2010 o godz. 20:30 poprowadzę z Jackiem Dudzicem jednorazowe darmowe szkolenie online na temat skuteczności w marketingu sieciowym oraz internetowym. Jest tylko 225 miejsc do wykorzystania i rezerwacja już się zaczęła. Osoby zainteresowane zachęcam, aby nie czekać do ostatniej chwili, bo pula miejsc zostanie z pewnością zajęta dużo wcześniej.
Rejestracja odbywa się po adresem:
http://www.trzyrazytrzy.pl/webinar

Ulotkę można ściągnąć stąd i przesyłać wszystkim potencjalnie zainteresowanym.
Wizja
Byłem ostatnio w Dubaju.
Dotychczas świat arabski kojarzył mi się głównie z Egiptem, gdzie regularnie wyjeżdżamy nurkować. Za każdym razem lądując z powrotem w Warszawie przysięgam sobie, że już nigdy więcej tam nie polecę. Bo brudno, bo bałagan, bo sprzedawcy nachalni, o „klątwie faraona” już nie wspominając.
Z takim właśnie nastawieniem poleciałem do Dubaju. I co? Bajka, Panie i Panowie – po prostu bajka!
Takiej architektury nie zobaczycie nigdzie na świecie, co wieżowiec to arcydzieło. Czysto jest tak, że nawet moja żona, która oczekuje, że kuchnia będzie wyglądać równie sterylnie, jak laboratorium, była zaszokowana. Chodniki czyszczą mopami!
Dubajczycy chodzą w białych (nieliczni w czarnych) galabijach, które wyglądają tak, jakby zostały wyprane i wyprasowane maksimum 10 sekund temu. Nie wspomnę już o spinkach i zegarkach, bo temat jest dla mnie zbyt bolesny.
Nie będę pisać o hotelach i pracujących w nich kucharzach, przez których cały mój program odchudzania się diabli wzięli. Nie wspomnę o samochodach, jachtach i tonach złota zdobiących Emirates Palace Hotel w sąsiednim emiracie Abu Dhabi, ani o dziesiątkach innych rzeczy, które powodowały moją pogłębiającą się frustrację.
Chcę napisać o czymś mega optymistycznym i hiper wyjątkowym – ludzie, tego wszystkiego jeszcze kilkanaście lat temu nie było! NIE BYŁO!!!
To wszystko powstało w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Kiedy patrzysz na zdjęcia Dubaju z przed 20 lat, to zastawiasz się, czy ktoś nie robi sobie z Ciebie żartów. Kiedy przejedziesz dosłownie kilka kilometrów w głąb lądu, to znajdziesz się na najprawdziwszej pustyni.
Ok, możecie powiedzieć, że to wszystko dzięki ropie. Otóż nie! Po pierwsze Dubaj wcale nie ma tak dużych złóż, a poza tym na świecie jest wiele krajów dużo bogatszych, a Dubaj jest tylko jeden.
Tym, co zmieniło pustynie w ósmy cud świata nie są pieniądze, ale wizja. Bo wielu ludzi ma pieniądze, ale niewielu ma prawdziwą wizję.
Ile wyobraźni potrzeba, aby zbudować wyrastający prosto z morza, pierwszy na świecie siedmiogwiazdkowy hotel!
Ile wiary w siebie i swoje pomysły trzeba mieć, aby stworzyć na otwartym morzu wielokilometrowe sztuczne wyspy – trzy Palmy i Świat, powiększając linie brzegową o ponad 1.000 kilometrów!
Ile nieposkromionej odwagi, aby zaplanować i mimo szalejącego kryzysu dokończyć w terminie, budowę najwyższego, 828 metrowego, budynku na świecie!
Cały Dubaj jest jednym wielkim pomnikiem wizji, jest jej ucieleśnieniem i złożonym jej hołdem. Więc jeśli straciłeś zapał i przestałeś wierzyć, jeśli jesteś o krok od rezygnacji, jeśli uwierzyłeś ludziom, którzy namawiają Cię do „normalnego” życia, to pojedź tam, a wrócisz odmieniony.
Pojedź i zanim wsiądziesz do windy, która zawiezie Cię na 124 piętro Burj Dubaj, przeczytaj na ścianie słowa wizjonera naszych czasów. Jego Wysokość Szejk Mohammed bin Rashid Al Maktoum napisał:
„Słowa niemożliwe nie ma w słowniku liderów. Bez względu jak wielkie są wyzwania, silna wiara, determinacja i stanowczość pokonają je”.
P.S
Najpierw mieszkali wśród piasków pustyni.

Potem zapragnęli sztucznych jezior i wieżowców.

A jeszcze później wpadli na pomysł, że można patrzeć na nie z
góry.

Dwa MLM’y ?
Jeśli działasz w naszej branży trochę dłużej i jeszcze dodatkowo odniosłeś w niej pewien sukces, to bez wątpienia, któregoś dnia zadzwonił do Ciebie ktoś z Twojej struktury i tajemniczym głosem zaproponował Ci spotkanie.
Niesiony nadzieją, że oto właśnie kolejna osoba podjęła „prawdziwą życiową decyzję” i zamierza w pełni zaangażować się w realizację swoich (a przy okazji i Twoich) marzeń, umówiłeś się natychmiast.
Ale już pierwszy rzut oka na Twojego współpracownika pozbawił Cię złudzeń – zamiast promiennego uśmiechu i oczu rozpalonych entuzjazmem, zobaczyłeś jego spłoszone, jakby zawstydzone spojrzenie, jakieś niepewne kluczenie na początku rozmowy i zdecydowany opór przed przejściem do meritum sprawy. Innymi słowy wypisz, wymaluj obraz uczniaka przyłapanego na kradzieży jabłek.
Jeśli znasz już te objawy, to wiesz natychmiast o co chodzi, lecz jeśli to Twój pierwszy raz to zaczynasz się niepokoić – może przytrafiło mu się coś złego, może jakaś choroba w rodzinie, a może chce po prostu pożyczyć większą sumę na wieczne nieoddanie.
Nic z tych rzeczy – zaraz padną słowa, które rozwieją wszelkie wątpliwości:
„Słuchaj …….. (tu wstaw swoje imię), ja wiem, że nasza firma X jest wspaniała i osiągnąłeś w niej wielkie sukcesy, ale właśnie znalazłem coś naprawdę interesującego. (Pauza) I co więcej to w ogóle nie jest konkurencją, wobec tego czym obecnie się zajmujemy. Wręcz przeciwnie, jeśli zaproponujemy naszym klientom dodatkowy produkt firmy Y to tym chętniej będą kupować od nas to, co oferujemy im do tej pory. Ten nowy produkt jest przecież logicznym uzupełnieniem naszej oferty. A jeśli chodzi o naszych dystrybutorów to, jeśli zarobią dodatkowe pieniądze sprzedając odżywki, fundusze, ubezpieczenia, urządzenia, kosmetyki (właściwe podkreśl) firmy Y, to tym chętniej będą kupować w większych ilościach odżywki, fundusze, ubezpieczenia, urządzenia, kosmetyki (właściwe podkreśl) naszej firmy.”
Często też pada jeszcze jedno magiczne zdanie: „A poza tym możemy być jednymi z pierwszych w Polsce!!!”
Za pierwszym razem może nawet podejmiesz dyskusję, będziesz starał się delikwenta przekonać, będziesz argumentował, powoływał się na swoje sukcesy i wspólną świetlaną przyszłość.
Błąd!
On już podjął decyzję. Jeśli ktoś przychodzi do swojego sponsora lub up-line’a, aby go zasponsorować do nowego MLM’u to oznacza, że sam już się zdecydował, a teraz szuka bądź prostego sposobu na pionowy start lub bądź potwierdzenia słuszności swojej decyzji. Nie dawaj mu tego!
Ja w takiej sytuacji nigdy nie podejmuję dyskusji tylko w krótkich, żołnierskich słowach wyjaśniam mu, że to co właśnie robi nie ma żadnego sensu. Uważam, że nie ma nic nieetycznego w zamianie jednego MLM’u na drugi, tak samo, jak nie ma nic złego w zmianie miejsca pracy. Ostrzę sobie zęby, aby opisać, dlaczego w naszym środowisku taka osoba odsądzana jest od czci i wiary, ale to w którymś z następnych wpisów.
Jestem zarazem absolutnie pewny, że działanie w dwóch MLM’ach równolegle nie ma najmniejszego sensu. Wynika to ze specyfiki naszej pracy i dostępnych metod oddziaływania na współpracowników. Pracując na etacie lub prowadząc firmę klasyczną mamy do dyspozycji cały wachlarz środków nacisku. Możemy na przykład udzielić nagany, obciąć premię, zabrać samochód służbowy lub w ostateczności zwolnić dyscyplinarnie.
W MLM’ie nie mamy żadnych tego typu instrumentów, dlatego też uważam bycie liderem w MLM za najwyższą formę zarządzania ludźmi. Naszą jedyną walutą jest własny przykład. A z kolei nie można być autorytetem nie będąc w pełni spójnym w tym co mówimy i co robimy. Nie da się rano przekonywać jednej grupy ludzi, że to firma X jest najlepsza na świecie i to z nią osiągniemy pełną finansową niezależność, a wieczorem to samo mówić innej grupie o firmie Y. I nawet nie chodzi o to, że ktoś, kto był na naszym spotkaniu porannym trafi także na wieczorne. To byłby tylko drobny wstyd.
Tak naprawdę najgorsze jest to, że fundujemy sobie samym wewnętrzne pęknięcie. Niespójność, która nawet, jeśli nikt się o niej nigdy nie dowie, będzie powodować erozję naszej samooceny I nie pozwoli nam na pełne wykorzystanie naszego potencjału. Nasi ludzie, nawet jeśli nie będą wiedzieć, to podświadomie będą się domyślać, że coś z nami jest nie tak. A za liderem, wobec którego mamy wątpliwości, nikt nie skoczy w przepaść.
Czy zatem, jeśli działamy w jakiejś firmie MLM nie możemy już nigdy robić czy myśleć o czymś innym?
O ile nie wierzę w możliwość pracy w dwóch MLM’ach to zupełnie spokojnie wyobrażam sobie połączenie działania w MLM’ie z prowadzeniem firmy klasycznej lub pracą na etacie.
Przecież prawie każdy z nas rozpoczynając działalność w swoim pierwszym networku w początkowym okresie łączył ją z pracą zawodową lub prowadzeniem własnej firmy. Mądrzy autorzy zalecają przejście na pełne networkowe zawodowstwo dopiero wtedy, gdy przez 3 kolejne miesiące zarabiasz w MLM dwa razy więcej niż w dotychczasowym miejscu pracy.
A więc na początku swojej działalności prawie każdy łączy MLM z jakąś inną działalnością. Bardzo podobnie jest, kiedy już osiągniemy sukces. Po prostu trzeba coś sensownego robić z regularnie przypływającymi pieniędzmi. Sądzę, że lokata bankowa nie jest najbardziej porywającą opcją…
Na ogół jesteśmy wtedy biernymi inwestorami, zasilającymi wkładem finansowym pomysły naszych kolegów. Znam wielkich liderów MLM’u, którzy zainwestowali w przychodnie, firmy transportowe lub inne nowotworzone biznesy.
Sam wsparłem finansowo kilka pomysłów moich przyjaciół. Jedne już działają, inne dopiero się rodzą, a największy z nich, w którym przyjąłem również honorową godność Przewodniczącego Rady Nadzorczej, objawi się światu już wkrótce.
Dlaczego nie widzę żadnego problemu w łączeniu działania w MLM z inwestowaniem w firmy klasyczne?
Ponieważ żadne z tych przedsięwzięć nie jest alternatywną propozycją dla nikogo z naszych struktur. Nie odciągamy nikogo od jego zaangażowania w MLM, nie musimy niczego ukrywać, możemy działać otwarcie, konsekwentnie i z podniesionym czołem.
Osobiście bardzo cieszyłbym się, gdyby jak największa liczba osób z „moich” struktur zarobiła na tyle poważne pieniądze, aby być biernymi inwestorami, odnoszącymi ogromne sukcesy finansowe w firmach ich przyjaciół.
Trzech o MLM cz.3
Trzecia i zarazem ostatnia część talk-show, w jakim wziąłem udział razem z Jackiem Dudzicem i Piotrem Tymochowiczem. Czy aby na pewno pierwsze wrażenie się liczy?
Trzech o MLM cz.2
Druga część talk-show, w jakim wziąłem udział razem z Jackiem Dudzicem i Piotrem Tymochowiczem. Jednym z tematów był sposób prowadzenia pierwszej rozmowy, podczas której prezentujemy biznes nowej osobie.
Trzech o MLM cz.1
Oto pierwsza część talk-show, w jakim wziąłem udział razem z Jackiem Dudzicem i Piotrem Tymochowiczem. Rozmawiamy o marce, kreowaniu wizerunku, skutecznej sprzedaży i… wyjściu z lasu.
Dlaczego boimy się sukcesu – zaproszenie do dyskusji
Uważam, że podstawowy problem z sukcesem w Polsce polega na tym, że nie wykształciliśmy własnego modelu człowieka sukcesu. Dla większości myślących i wykształconych ludzi model amerykański – „I’m the best” (Jestem najlepszy!) jest nie do przyjęcia, bo postrzegamy go jako prymitywizm.
Wszyscy pamiętamy co się stało, kiedy Amway w latach dziewięćdziesiątych próbował w sposób bezpośredni przeszczepić wzorce amerykańskie na polski grunt. Dla większości społeczeństwa takie zachowania były zupełnie sztuczne i dlatego zmasowany atak prasy na tę firmę spotkał się z gorącym przyjęciem i okazał się tak skuteczny. Jestem przekonany, że to właśnie dlatego Amway musiał zejść do medialnego podziemia i mimo armii dystrybutorów i rosnących obrotów, jak ognia unika rozgłosu.
Kiedy usłyszałem na seminarium Edwarda Ludbrooka, którego zresztą bardzo cenię, że na powitalne pytanie: „Jak się czujesz?”, powinniśmy odpowiadać z promiennym uśmiechem: „Fantastycznie!” zapału, aby to robić, wystarczyło mi na trzy dni. Co więcej na tym warsztacie było ponad 30 osób, z którymi mam stały kontakt i jakoś nie zauważyłem, aby ten sposób ten sposób witania się wszedł im w krew…
Co jest takiego w nas, co powoduje, że boimy się okazywać zadowolenie z siebie i swojego życia, a już na pewno boimy się okazywać to otwarcie i z pełnym entuzjazmem?
Czy to dlatego, że jesteśmy w pułapce pomiędzy pragnieniem sukcesu, a brakiem społecznej akceptacji dla niego?
Sam tego doświadczyłem siedząc kiedyś przy stole w domu mojej koleżanki, kiedy to jej ciężko całe życie pracujący ojciec, po paru kieliszkach ryknął, że każdy kto zarabia miesięcznie ponad 10.000 złotych to złodziej! I przyznam, że nie wstałem, nie trzasnąłem talerzem ani drzwiami tylko spokojnie dokończyłem drugie danie, a i deserem nie wzgardziłem…
A przecież tęsknimy za sukcesem – czytamy amerykańskie książki motywacyjne, w których stosunek treści do wody jest jak jeden do dziesięciu, zachwycamy się wspaniałym autorem, któremu jeden – rzeczywiście świetny sposób podziału ludzi pod względem sposobu zarabiania pieniędzy – udało się rozdąć do chyba już 6 czy 7 książek. Wreszcie kopiujemy w tysiącach pirackich kopii film „Sekret” i mało on nam daje, bo niestety nie potrafimy uwierzyć, że za tydzień na naszym koncie nieuchronnie, choć nie wiadomo skąd, pojawi się okrągłe 25.000 dolarów. A może jeślibyśmy naprawdę uwierzyli to by się udało???
Minęły już czasy „Dynastii” w wersji USA, ale nie doczekaliśmy się „Dynastii” w wersji RP. Zamiast doceniać ludzi, którzy osiągnęli w Polsce sukces wolimy oglądać „Kiepskich” i śmiać się z nich . Kiedy pojawia się kolejna Lista 100 Najbogatszych rokrocznie publikowana na łamach „Wprost”, za każdym razem słyszę od kogoś podobne złośliwe stwierdzenie: „No to zobaczymy ilu z nich zostanie za rok na wolności!”
Spróbujmy pomyśleć razem, co z tym można zrobić, jak zmienić nasze spojrzenie na sukces i jego sekret. Przecież my – networkowcy jesteśmy awangardą, ludźmi, którzy nie boją się wyzwań, którzy z pełną premedytacją i świadomością odrzucili życie bezpieczne, wybierając dążenie do życia wspaniałego.
A jednak szczególnie w naszej branży większość ludzi, która odniosła sukces nie pasuje do modelu człowieka sukcesu, który byłby dla nas przekonujący. Bo czy można poważnie traktować, jako człowieka sukcesu kogoś, kto dzwoni do Ciebie 10 razy z rzędu po to, aby Cię zasponsorować? Kto narzuca się, zamiast dać Ci tę jedyną w życiu szansę? A tak na marginesie, którą z kolei „jedyną szansą” jest ta, którą proponuje dzisiaj…?
Nie wiem, jak Tobie, ale mnie sukces kojarzy się z człowiekiem NIEDBALE opartym o reling własnego jachtu, spoglądającym spokojnie w dal. Ten spokój wewnętrzny, to poczucie harmonii w życiu i przekonanie, że jest dokładnie tak, jak być powinno, że już nie muszę niczego poprawiać, to mój synonim sukcesu.
I jestem pewien, że taki ktoś zadzwoniłby do mnie, jeśli bogowie byliby naprawdę łaskawi, najwyżej jeden raz!




